Czym karmią nas reklamy ??

Czym karmią nas reklamy ??

Okres jesiennej słoty, zimy i przedwiośnia jest wyjątkowo uciążliwy pod względem reklam różnego rodzaju specyfików na przeziębienie, chore zatoki, katar, kaszel, ból głowy, ból stawów, gorączkę, osłabienie. Z utęsknieniem czekam na wiosnę i lato. Nie tylko dlatego, że ciepło, miło, kolorowo i przyjemnie ale również dlatego, że wreszcie odpoczniemy od namolnych reklam. Nic bardziej mylnego.

Tym razem producenci zasypują nas spotami telewizyjnymi i radiowymi o specyfikach na: nadciśnienie, obniżenie cholesterolu, niezbędnymi do życia witaminami, potencję, prostatę, przekwitanie i wreszcie zaczynają „atakować” najmłodszych, którzy jeszcze dobrze nie wiedzą co to życie. Preparaty można wymieniać bez końca. Producenci chcą przekonać nas do kilku rzeczy. Pierwsza dotyczy koniecznego posiadania wszystkich reklamowanych specyfików w podręcznej apteczce. Druga faktu, że są one nam niezbędne i bez nich raczej nie przetrwamy ani miesiąca dłużej. Trzecia wmawia nam, że to co do tej pory uważaliśmy za zwykły ból głowy, jest czymś co może nas zabić. I czwarta przekonuje, że jedna tabletka sprawi, że obudzimy się rano zdrowi, silni i w podskokach pobiegniemy do pracy. A jak jest w rzeczywistości?

W pogoni dnia codziennego, wyłączamy myślenie i zdajemy się na innych, ślepo ufając słowu mówionemu i pisanemu. Zaczynamy stąpać po bardzo kruchym lodzie. Śpieszymy się wszędzie, gdzie tylko się da. Kiedy dopadnie nas infekcja, stwierdzamy, że nasz organizm ma góra 2 dni na powrót do zdrowia. Bo szef, bo praca, bo dzieci, bo zebranie, bo bo bo…. Stosujemy wtedy rozmaite specyfiki, które mają w 24 godziny postawić nas na nogi. W rzeczywistości tak nie jest. Czas powrotu do zdrowia używając preparatów z apteki lub babcinych metod ludowych jest bardzo podobny. Gdzie tkwi diabeł? Oczywiście w metodzie leczenia. Nasz organizm ma naturalnie wbudowany system odpornościowy. Został on nam dany przez matkę naturę nie bez powodu. Ma nas bronić przed infekcjami, bakteriami, wirusami, zarazkami itp. Warto go wspomóc podczas choroby ale nie wyręczać. Porównajmy układ odpornościowy do boksera. Jeśli odbywa on regularne, dobre treningi, jest dobrze żywiony wyjdzie na ring, stoczy walkę i wygra. Jeśli tylko siedzi na ławce i patrzy jak inni to robią to po wyjściu na ulicę od byle żółtodzioba dostanie niezły łomot. Obchodźmy sie z układem odpornościowym z należytym szacunkiem, bo on też potrafi się wkurzyć a lepiej go nie prowokować. W ostatnim czasie nauczyliśmy się stosować antybiotyki bezkarnie i na potęgę. W porządku, potrafią się rozprawić ze złymi bakteriami dosyć szybko ale nie bez skutków ubocznych. Zabijają one wszystkie bakterie – te dobre również. Prowadzi to do poważnego zachwiania prawidłowej pracy układu odpornościowego, co w konsekwencji w przyszłości może spowodować poważne choroby autoimmunologiczne. Pamiętajmy, że odpowiednio zbilansowana flora bakteryjna pełni nie tylko funkcję trawienną ale również odpornościową. Ponad to antybiotyki dają nam tzw. oporność czyli nasz organizm uodparnia się na ich działanie. Co to powoduje? Brak reakcji naszego organizmu na leczenie jeśli w przyszłości pojawi się konieczność ich zastosowania. Na szczęście antybiotyki wydawane są na receptę więc bez wizyty u lekarza się nie uda ich kupić.
Niestety są leki na choroby przewlekłe bez których ciężko będzie się obyć. Nie można z nich rezygnować. Jedyne co możemy zrobić to wspierać organizm prawidłowym i zdrowym odżywianiem. Możliwe, że po pewnym czasie tą pozornie prostą metodą uda się odstawić leki.
Niepokoi mnie fakt pojawienia się na rynku co raz większej liczby specyfików dla dzieci. Myślę, że większość z nas w dzieciństwie miało problem z jedzeniem. Wynikało to z braku czasu. Przecież byliśmy bardzo zajęci sprawami podwórkowymi. Kolega już czekał z piłką a koleżanki na rowerach aż paliły się by uchwycić wiatr we włosach. A przed domem babcie, mamy i ciocie spotykały się z talerzem i łyżką w ręku próbując nam wcisnąć jeszcze jeden kęs „za tatusia”. Umarliśmy z głodu?? Oczywiście, że nie. Wracaliśmy do domu, wykończeni i przede wszystkim z żołądkiem przysychającym do krzyża. Co to były za czasy….
Obserwując moich rówieśników zauważyłam jedno. Moje pokolenie jest znacznie słabsze od pokolenia moich rodziców czy dziadków. Trochę mnie to zmartwiło. Niedawno uświadomiłam sobie dużo bardziej przygnębiającą kwestię. Jak tak dalej pójdzie pokolenie moich dzieci będzie jeszcze słabsze niż moje. Długość życia zacznie się skracać. W pewnym sensie zbliżamy się do epoki kamienia łupanego. Tylko pamiętajmy, że nasi przodkowie żyli krótko, bo zostali pożarci przez tygrysa szablozębnego podczas polowania. Ci, którym udało się uniknąć tak ekstremalnych spotkań z drapieżnikiem, dożywali nawet 100 lat. Organizm mamy tylko jeden i nie jest on niezniszczalną maszyną. Jeśli nie będziemy o niego dbać, szanować go i nie damy mu chwili wytchnienia, odmówi nam posłuszeństwa a wtedy będzie nas to sporo kosztowało. Czy jest dla nas ratunek? Oczywiście, że tak :)

 

1 Comment

  1. Witam,
    Lepiej bym tego nie ujęła… Mam wrażenie, że niedługo wymyślą specyfiki na to żeby po prostu móc oddychać…

    Reply

Odpowiedz na „JolaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>